Wywiad z prof. dr hab. inż. Wojciechem Suwałą

Wywiad z prof. dr hab. inż. Wojciechem Suwałą

Jak wygląda polityka energetyczna Polski w perspektywie do 2030 roku? Jak wygląda polityka energetyczna Polski na tle Europy?

– W polityce energetycznej Polski podstawowy problem polega na tym, że jej nie ma. Nie ma oficjalnego dokumentu rządowego. Ostatni jest chyba z 2009 roku.

Czy mam rozumieć, że jest on nieaktualny w odniesieniu do tego co dzieje się obecnie w zakresie polityki energetycznej kraju?

– Nie do końca tak jest. Energetyka jest sektorem, który jest dość inercyjny. Tutaj nie da się czegoś zrobić szybko. Jeżeli weźmiemy pod uwagę to, że budowa wiatraka biorąc pod uwagę wszystkie procedury trwa ok. 2 lat, budowa elektrowni gazowej 4-5 lat (czas realizacji samej inwestycji), a elektrowni jądrowej 5 do 10 lat, to systemu energetycznego nie zmienimy w przeciągu roku, czy dwóch. W związku z tym te wytyczne polityki energetycznej, które zostały wprowadzone w 2009 roku są w dalszym ciągu, w pewnym sensie ważne, chociaż od tego czasu minęło prawie 10 lat. Jest to długi okres jeśli weźmiemy pod uwagę zmianę otoczenia technologicznego. W ciągu tych 10 lat mamy do czynienie z bardzo silnym rozwojem technologii odnawialnej, głównie w zakresie energii wiatrowej, a także fotowoltaiki. Widać silne tendencje odejścia od energetyki węglowej na rzecz bardziej nowoczesnych i ekologicznych rozwiązań. W związku z tym brakuje w pewnym sensie wskazań dla inwestorów, co należy robić przez te najbliższe kilka lat, czym należy się kierować.

Jak w takim razie przedstawia się na dzień dzisiejszy sytuacja planowanych od wielu lat elektrowni jądrowych?

Energetyka jądrowa jest sztandarowym projektem, co do którego ciągle nie ma ostatecznej decyzji. Chociaż z drugiej strony jest trochę tak, że rząd jakby krok po kroku wypełnia program jądrowy przyjęty kilka lat temu. Może są w nim opóźnienia, ale wszyscy oczekują decyzji czy będzie energetyka jądrowa, czy nie. Ciągle się mówi raczej o swego rodzaju poglądach niż o decyzjach rządu w tym zakresie.

Ostatnio często pojawia się pytanie o alternatywne rozwiązania w zakresie energetyki. Jednym z padających najczęściej pojęć jest mix energetyczny. Czy możemy prosić o wyjaśnienie tego pojęcia?

Mix energetyczny czyli wskazanie jaka jest najkorzystniejsza struktura wytwarzania energii elektrycznej. Polityka rządu niewiele wpływa na wytwarzanie energii elektrycznej, poza promocją elektromobilności. Oczekiwania społeczne są takie, że rząd powinien wskazać najkorzystniejsze rozwiązanie. No i mamy tu sytuację taką, że ten wskazany 10 lat temu z dzisiejszego punktu widzenia, może wyglądać zupełnie inaczej, chociaż niekoniecznie. Są pewne uwarunkowania, których nie da się przeskoczyć. W przypadku Polski są to dość ubogie zasoby jeśli chodzi o możliwość wykorzystania energii odnawialnej. Nie mamy słońca. Nie mamy wielkich przestrzeni, po których wieją silne wiatry. Troszeczkę nad morzem wieje, trochę w Bieszczadach, ale to nie są takie zasoby, które pozwalałyby na założenie, że energetyka odnawialna będzie miała znaczący udział w dostarczaniu energii elektrycznej. Niestety nie, albo stety, różne tutaj są opinie. Drugą sprawą jest kwestia węgla kamiennego i brunatnego. Z tych prognoz, które opracowała Komisja Europejska wynika, że udział energetyki węglowej będzie spadał, szczególnie po roku 2030. Zostanie ona zastąpiona energetyką bazującą na gazie i na energetyce jądrowej.

Ja jak wygląda kwestia dalszego wykorzystywania węgla z punktu widzenia prowadzonych przez Państwa badań naukowych?

To jak stwierdziliśmy z kolegami, jest wynikiem pewnego dosyć ciekawego problemu, mianowicie dostępności technologii sekwestracji, czy wychwytywania i magazynowania dwutlenku węgla. W naszych pracach wygląda to tak, że jeżeli ta technologia będzie dostępna, powiedzmy koło roku 2025 to udział węgla kamiennego czy brunatnego w długim terminie można utrzymać. Trzeba jeszcze podkreślić jedną rzecz przy takim założeniu, że koszty uprawnień do emisji CO2 będą takie jak zakłada Komisja Europejska, czyli dosyć wysokie jeśli chodzi o lata 2030-2050. W takich warunkach technologie węglowe z technologią wychwytywania i magazynowania dwutlenku węgla będą konkurencyjne w stosunku do technologii gazowych czy jądrowych. Po prostu będą tańsze. Komisja Europejska zakłada jednak, że technologie te będą dostępne po roku 2040. Jeśli chodzi o technologię wychwytywania i magazynowania dwutlenku węgla wszystkie etapy są znane. Kwestia wychwytywania dwutlenku węgla ze spalin – tutaj jest problem, ale ogólnie dostępne u znane są metody wychwytywania dwutlenku węgla. Transport znamy. Składowanie znamy. Technologie te stosowane są w Stanach Zjednoczonych do wspomagania wydobycia ropy naftowej czy gazu. Tak samo w Norwegii są dwa dosyć duże projekty, w których się składuje dwutlenek węgla, ale te technologie nie są akceptowalne społecznie. Istnieją takie obawy, że będzie wydobywał się na powierzchnię, co spowoduje wypadki.

Jak zatem na dzień dzisiejszy wygląda polityka energetyczna?

Jeśli chodzi o tzw. politykę energetyczną, to jest ona związana po pierwsze z zagadnieniem omawianego już wcześniej mixu energetycznego, a po drugie problemem możliwości wsparcia pewnych technologii. Trafiamy tutaj na dwie rzeczy. Pierwsza to kwestia tzw. ustawy wiatrakowej, która jak wszyscy twierdzą wyklucza nieco nowe inwestycje w wiatraki. Drugą kwestią jest możliwość wspomagania technologii węglowych dotacjami związanymi z rynkiem mocy. Jeśli mówimy o tej pierwszej to chodzi o to, że wiatraki mogą być budowane w pewnej odległości od budynków, co powoduje, że ten obszar, na którym można je instalować się kurczy. Druga sprawa jest taka, że w tej chwili takie technologie można wspomagać tylko przez odpowiednie aukcje, w których różne źródła konkurują. Może być sytuacja taka, że te wiatraki po prostu przegrywają z innymi możliwościami. Z rynkiem mocy jest tak, że Komisja Europejska proponuje, żeby to było dostępne tylko dla technologii, które mają emisję mniejszą od 550 gramów dwutlenku węgla na kilowatogodzinę, a żadne źródło węglowe nie jest w stanie utrzymać takiego poziomu. Jedyną możliwością jest zastosowanie technologii z wychwytywaniem dwutlenku węgla.

Warto by tu wspomnieć jeszcze o projekcie 200+. Czy mogę prosić o przybliżenie tego projektu?

Jest to projekt, który mówi o tym, aby na okres przejściowy czyli do roku 2030 spróbować, zatkać dziurę w braku mocy w wytwarzaniu energii elektrycznej modernizacją bloków o mocy 200 megawatów. Chodzi o to, że jest ich dużo (ok. 40) i nie będą one spełniały wymogów, które będą obowiązywały od roku 2021. Narzucą one bardzo silne ograniczenie na emisję głównie tlenków siarki, azotu, pyłów, a nawet rtęci. Doprowadzenie naszej energetyki do tych standardów będzie trochę kosztowało, ale nie spowoduje to nagłego wzrostu ilości energii elektrycznej. Dostosowanie tych bloków byłoby dosyć dobrym i tanim rozwiązaniem na okres przejściowy, kiedy to po roku 2030 nasza energetyka albo utrzyma te bloki węglowe, albo przejdzie na gazowe, czy jądrowe źródła utrzymania. NCBiR ogłosił konkurs na tę modernizację, ale jak na razie wyników nie ma. Cały proces ma polegać na tym, że zostaną opracowane wzorcowe technologie dostosowania tych bloków do nowych wymagań. Miałoby to być rozwiązanie o niskim koszcie prowadzące jednak do znaczącej modernizacji istniejących instalacji. Konieczna będzie wymiana kotłów i dobudowaniem instalacji redukcji emisji. Rozwiązanie takie jest znacznie tańsze niż budowa nowych elektrowni. Jest to też jeden z problemów, który powinien znaleźć się w dokumencie rządowym dotyczącym polityki energetycznej. Rząd powinien coś w tej materii zadecydować, czy będziemy szli w tą stronę, czy raczej powinniśmy się nastawić na budowę nowych elektrowni gazowych. Na dzień dzisiejszy tego nie wiadomo niestety.

Pewnie z punktu widzenia finansów lepiej byłoby modernizować stare. Z punktu widzenia prawa i przepisów unijnych pewnie niekoniecznie, bo z kolei niespełnianie norm powoduje, że możemy płacić kary różnego rodzaju. A z naukowego punktu widzenia należałoby pójść do przodu i jednak wprowadzać te nowoczesne rozwiązania?

Sprawa nie jest prosta do oceny jakie rozwiązanie należałoby wybrać.

Pewnie nie ma też jednego najlepszego rozwiązania akceptowalnego dla wszystkich?

Nie, nie ma. Mix energetyczny wydaje się być najlepszym aktualnie rozwiązaniem dla określonych warunków i te warunki do roku 2030 znamy. Prawdopodobnie znalazłyby się w nim bloki 200+, bo to jest relatywnie tani sposób na przejście od stanu obecnego do stanu zaplanowanego po roku 2030.

Przy tej okazji chciałbym zwrócić uwagę na jedną rzecz. Wytwarzanie energii elektrycznej to jest jeden problem. Drugim problemem jest zanieczyszczenie środowiska. I tutaj tak naprawdę powodem tego nie jest energetyka, bo jeśli chodzi o jakość powietrza, to ma ona coraz mniejszy wpływ. Dlatego, że po pierwsze jeśli chodzi o emisję dwutlenku węgla, to nie wszyscy sobie zdają sprawę z tego, ale energetyka jest odpowiedzialna za mniej więcej 30% jego emisji. Dochodzi do tego przemysł i rolnictwo, które też ma swój dział w emisji gazu cieplarnianego. Natomiast jeśli chodzi o jakość powietrza, to w tej chwili jest sytuacja taka, że normy emisji jakie obowiązują w energetyce, które będą obowiązywały w energetyce po roku 2021, są bardzo zaostrzone.

Ja na przykład pokazuje studentom na wykładzie schematy dwóch elektrowni – starych bloków w Bełchatowie i nowego bloku w Bełchatowie i pytam ich jaka jest różnica? Polega ona na tym, że nowe bloki nie mają kominów. Budowano je po to, żeby emisje były rozpraszane na duże obszary. Natomiast w tej chwili spaliny z elektrowni są wypuszczane przez chłodnie kominowe, które normalnie służą do chłodzeni wody w obiegu elektrowni. Stężenia dwutlenku siarki, tlenków azotu, pyłów są tak niskie, że nawet wypuszczenie ich na wysokości kilkudziesięciu metrów nie powoduje zagrożenia dla jakości powietrza w okolicy. Większym zagrożeniem są piece. Piece, które mamy w domach. I to w tej chwili jest problem związany z jakością powietrz i ochroną środowiska, a nie energetyka. Problem energetyki problem polega na tym, ile będzie kosztowało dostosowanie się do regulacji unijnych, a wszystko wskazuje na to, że jeśli to będzie postępować według naszych aktualnych szacunków, to nie będą to jakieś horrendalne kwoty. Większym problemem jest kwestia utrzymania nowych inwestycji, gdzie koszt wytwarzania energii jest dosyć wysoki. Stąd też te bloki 200+ miałyby takie znaczenie, bo będą tańsze.

Problem z emisją z gospodarstw domowych jest taki, że jest dotacja na piece, ale obejmuje ona jedynie urządzenie, a paliwo do niego musi opłacać obywatel. Myślę, że z perspektywy konsumenta tej energii to najważniejsze jest to, żeby ta energia była dla niego jak najtańsza, a jak wiadomo nie zawsze idzie w parze ekologia i cena.

W zasadzie trzeba powiedzieć, że tutaj nie chodzi o energię tylko o ogrzewanie. Możemy używać różnych technologii do ogrzewania pomieszczeń. Wybieramy zawsze tą, która jest najtańsza, na początku, a później zaczynamy myśleć o komforcie użytkowania, czy to szkodzi środowisku czy nie.

Mam wrażenie, że środowisko mimo wszystko jest gdzieś na samym końcu. Najważniejsze jest to, żeby mnie było dobrze, żeby nie ponosić wysokich kosztów, potem długo, długo nic i dopiero środowisko. Ten dystans na szczęście się zmniejsza, ale…

Zmniejsza się i jest trochę tak, że ludzie mają coraz większą świadomość tego, że jeżeli wrzucę do pieca cokolwiek, to nie jest tak, że mnie będzie ciepło, ale zatruję sąsiada i przy okazji siebie też. To nie jest tak, że jeżeli coś wyleci z mojego komina, to truję tylko sąsiada. Truję wtedy również siebie, moje dzieci, moje wnuki. To jest kwestia pewnej świadomości. Problem kosztów trzeba odnosić do zamożności społeczeństwa.

Rozmawialiśmy kiedyś z kolegami z Niemiec. Realizowaliśmy tam projekt na temat ogrzewania domów i oni nas pytali, jak to jest, że w Polsce używa się tak dużo węgla do ogrzewania pomieszczeń. Ja mówię, że jest to oczywiste. Polska jest krajem gdzie duża część społeczeństwa mieszka na wsiach albo w małych miasteczkach, gdzie ludzie mają dużo czasu, a mało pieniędzy. W związku z tym dla nich palenie w piecu, dokładanie do pieca, wymiatanie popiołu, wynoszenie popiołu, przynoszenie węgla nie jest problemem. Problemem jest koszt ogrzewania.

Mieliśmy takie studia podyplomowe dla eko-doradców z województwa małopolskiego, urzędników którzy zajmują się w gminach kwestiami ochrony środowiska i między innymi kosztami ogrzewania. Jeden z panów mówił mi, że on rozmawia z ludźmi którzy budują teraz budynki i mówi, po co Wam piec węglowy, będziecie mieli kłopoty z zakupem węgla, wnoszeniem go, dokładaniem do pieca, czy nie lepiej kupić piecyk gazowy. Oczywiście, że jego eksploatacja jest droższa, ale mamy tutaj do czynienia z czymś takim, że mamy wyłącznik lato/zima i więcej nas nie interesuje. Raz na rok tylko trzeba zaprosić konserwatora do tego pieca, żeby go oczyścił. Komfort jest dużo wyższy i to szczególnie przemawia do ludzi, którzy są w podeszłym wieku. Faktem jest, że to kosztuje, ale węgiel też nie jest tani, z roku na rok robi się coraz droższy.

Bo się zasoby kurczą. Podobno jest coraz mniejsze zainteresowanie pracą przy wydobyciu węgla.

Wszystkim mówię, żeby zapomnieli o problemie kurczących się zasobów, bo węgiel można przywieźć z Rosji, Południowej Afryki, skąd się zamarzy i tam jest go dość. Nawiasem mówiąc węgiel, który importujemy z Rosji to jest głównie węgiel dla gospodarstw domowych, trochę dla energetyki. Polski węgiel drożeje w tej chwili, no i może skończyć się tym, że ten rosyjski będzie bardziej konkurencyjny, a to nie o to chodzi. Mówimy o jakości powietrza w małych miejscowościach itd. To się będzie powoli poprawiać dlatego, że ludzie będą przechodzili na źródła gazowe. Nie będą stosowali tych starych pieców, bo to nie będzie możliwe prawnie. Nie będzie można sprzedawać starych kotłów tylko te najnowsze. Będzie to co już się zaczęło, że gminy kupują drony, które latają i patrzą co z kominów wylatuje, i wysyłają policję, czy straż miejską, żeby zaglądnęli do pieca czym dany obywatel pali. Jak pali odpadami, to zapłaci taką karę, że mu przejdzie ochota. Powoli zmieniają się regulacje w tej materii i też świadomość ludzi, jeżeli chodzi o niską emisję.

Myślę, że do świadomości to jeszcze długa droga przed nami. Dobrze, że się zmienia natomiast, według mnie zmienia się powoli i pewnie też jest tak, jak Pan Profesor wspomniał, że uzależniona jest od zasobności naszego portfela.

Tak, bezwzględnie.

Ciężko jest osobie, która ma niskie dochody, czy niską emeryturę i na przykład jest sama. Trudno też się dziwić, że ona próbuje zaoszczędzić na wszystkim na czym się tylko da. Z drugiej strony zahaczamy też o kolejny problem, o termomodernizację. Bardzo często wystarczyłoby budynki zabezpieczyć przed utratą energii i wtedy konsumpcja energii byłaby mniejsza, a przez to generowałaby niższe koszty.

Nie potrafię powiedzieć, jaki w tej chwili jest stan termomodernizacji. Z tego co ostatnio czytałem, nie jest jeszcze tak dobrze jakbyśmy oczekiwali. Rzeczywiście to jest pierwszy krok i jeżeli dobrze pamiętam, to pewne regulacje, które mówią o dofinansowaniu inwestycji np. zamiany pieca węglowego na gazowy, nakazują najpierw zrobić termomodernizację, a potem dostaniesz zwrot kosztów za wymianę pieca. Ja obserwuje tu i ówdzie, czy w Krakowie, czy w podkrakowskiej wsi, tam wszyscy moi sąsiedzi mają ocieplone domy.

Teraz możemy przejść do energetyki odnawialnej. Znamy ją i sami trochę z niej korzystamy choćby wykorzystując panele fotowoltaiczne do grzania wody. Jednak tu sprawa nie wygląda tak prosto. Jeśli weźmiemy pod uwagę np. energetykę wiatrową, to okazuje się, że jest ona konkurencyjna, jednak nie można mówić o jej przewidywalności i sterowalności.

Jest przewidywalna, ale tylko w pewnym sensie, bo robi się prognozy prędkości wiatru i to już jest jakaś przewidywalność, ale nie jest sterowalna. Niedawno ogłoszono, że całe Niemcy były zasilane z energetyki odnawialnej, głównie z wiatraków. No i co z tego, jak i tak w tym czasie musiały działać elektrownie węglowe i gazowe? Przecież gdyby nagle wiatr ucichł, to skądś tą energię trzeba by było wziąć. Elektrowni węglowej nie da się tak po prostu wyłączyć i włączyć. Ona musi działać w ciągłym trybie. Problem polega też na tym, że wiatraki pracujące na lądzie wykorzystywane są zaledwie 2-2,5 tys. godzin czyli 1/4 roku. Natomiast normalne elektrownie pracują tyle ile trzeba, czyli do 8 tysięcy godzin, elektrownie jądrowe nieco mniej. Elektrownie węglowe nie pracują wtedy, kiedy nie ma zapotrzebowania, albo kiedy jest okres remontów. Nieco lepiej jest z elektrowniami wiatrowymi na morzu. One potrafią pracować i 6 tysięcy godzin w roku, a to dosyć dużo. Tak funkcjonują elektrownie na morzu w Dani czy w Niemczech, gdzie sporo wieje. Problem polega na tym, że oczywiście z jednej strony ta energetyka jest konkurencyjna sama w sobie, ale trzeba zapewnić dostawy w ciągu całego roku. Wszystkim entuzjasta energetyki wiatrowej mówię: „Proszę sobie odpowiedzieć skąd weźmiemy energię 31 grudnia o godzinie 23:59 jak nie będzie wiało?” Wszyscy się wtedy bawią no i potrzebują energii. Muszą ogrzać i oświetlić obiekty. Jeżeli nie będzie wiało, energia musi pochodzić z klasycznego źródła (węgla, gazu czy elektrowni jądrowej).

A może rozwiązaniem problemu byłyby system magazynowania tego co się uda pozyskać ze środowiska?

Nie mamy jeszcze doświadczeń z systemami magazynowania dużych mocy. Warunkiem powodzenia energii odnawialnej, którą nazywa się przyszłością energetyki jest opanowanie jej magazynowania. Przede wszystkim to są problemy wysokich kosztów, bo magazynowanie dużych mocy jest jednak bardzo drogie. Te baterie, które stosujemy są dalej drogie. Energetyka odnawialna jest może porównywalna jeśli chodzi o koszty wytwarzania energii elektrycznej z klasycznymi źródłami, ale magazynowanie, czyli koszt zakupu baterii i ich utrzymania jest dosyć wysoki. Chodzi o to, żeby gromadzić energię z wiatru, czy fotowoltaiki wtedy kiedy wieje i słońce świeci, a oddawać w te dni kiedy nie ma wiatru i nie ma słońca, a szczególnie w nocy. Drugiej strony jednak mówi się o kosztach dostaw energii i tutaj się okazuje, że te magazyny będą dosyć drogie, nawet w perspektywie kilkudziesięciu lat. Może się okazać, że pojawią się technologię klasyczne, które potrafią wygenerować energię bardzo tanio.

Jest taka technologia – małe reaktory modułowe, która jest rozwijana w Stanach Zjednoczonych, w Kanadzie i w Chinach. To jest technologia bazująca na małych rektorach jądrowych, rzędu 50 megawatów. Te reaktory będą mogły być produkowane tak jak turbiny gazowe – niemalże będą stały na półce i czekały na inwestora. Ich zaletą byłoby to, że są tanie. Po pierwsze wymagania bezpieczeństwa są nieco mniejsze niż w przypadku dużych reaktorów. Jest to bezpieczeństwo bierne, czyli nie ma tam możliwości takich wypadków jak w Czarnobylu. Oczywiście będą musiały spełnić standardy wymagane przez Agencję Energetyki Jądrowej. Przez to, że można je produkować w liczbie setek, czy później nawet tysięcy to ich koszty będą relatywne niższe. W tej chwili elektrownie jądrowe, te które budujemy to są produkty unikatowe. Każda jest oddzielne projektowana. W przypadku tych małych reaktorów, projekty są powtarzalne. Proponuje się elektrownie, które będą zbudowane na przykład z 12 takich reaktorów. Będą miały moc 600 megawatów. Jeżeli mamy taką elektrownię, to ona spełnia nasze wymagania, które teraz się stawia elektrowni, żeby były możliwości pracy na niskich mocach. Jeśli przykładowo w danym okresie energetyka wiatrowa dostarcza dużo energii, to wtedy klasyczne źródła energii muszą zmniejszyć moc. Wiążą się z tym problemy, że bloki energetyczne, węglowe czy jądrowe są projektowane i pracują najlepiej z dużymi sprawnościami, wtedy kiedy moc produkowana jest bliska mocy nominalnej, tej na którą są zaprojektowane. Jeżeli ta moc spada lub trzeba ją zmniejszać czy zwiększać to powstają niekorzystne zjawiska takie jak spadek sprawności. Wzrastają wtedy też możliwości powstawania awarii kotłów. I jest to zjawisko zdecydowanie niekorzystne. W tej chwili wymaga się od bloków budowanych, żeby były tanie i sprawne, ale również miały możliwość pracy z wysoką efektywnością na niższych mocach. Małe reaktory modułowe mogłyby takie właściwości spełniać.

Wracając do energetyki odnawialnej. Bardzo chwalimy ją za to, że jest niskoemisyjna. Tak naprawdę jest ona kosztowna z tego względu, że budowa i wspomaganie jej rozwoju kosztuje. Musimy także pamiętać o utrzymywaniu źródeł, które będą dostarczały energię wtedy kiedy nie będzie ona produkowana z zasobów odnawialnych.

Taka niestety jest wada OZE, z której sobie nie wszyscy zdają sprawę. Są co prawda takie pomysły, że magazynowanie mogłoby być relatywnie tanie. Fakt ten wiąże się z rozwojem emobility czyli wykorzystaniem samochodów elektrycznych jako magazyny energii, którą wykorzystujemy później do napędzania samochodów. Baterie, które są wykorzystywane w tych samochodach mogą być po ich wyeksploatowaniu wykorzystywane w magazynach energii w dużej energetyce, bo tam sprawność samych baterii nie jest aż tak ważna.

Jeżeli te wszystkie problemy uda nam się rozwiązać, to istnieje przyszłość dla energetyki odnawialnej, zwłaszcza dla fotowoltaiki. Jest ona rozwiązaniem dość przyjaznym. Możemy montować źródła fotowoltaiczne prawie na każdym budynku. Dostarcza dużą ilość energii, jednak jej wadą jest fakt, że dzieje się to tylko wtedy kiedy jest dużo słońca, czyli w lecie. Gospodarstwa domowe mają możliwość magazynowania tej energii, bo mogą ją wykorzystać do ogrzewania wody i pomieszczeń.

Mówi się, że przyszłość energetyki to nie są duże elektrownie tylko takie moce, które będą bardzo elastyczne w wytwarzaniu energii, czyli raczej mniejsze. Źródła fotowoltaiczne stają się konkurencyjne, dlatego, że ceny ogniw maleją, sprawności ich są coraz wyższe i coraz większa liczba osób może być zainteresowana nimi, zwłaszcza osoby które mają domki jednorodzinne. Jeżeli energia elektryczna będzie tania, a wprowadza się teraz specjalną taryfę antysmogową, może być ona wykorzystywana do ogrzewania pomieszczeń. Poglądy są takie, że energia odnawialna jest docelowym źródłem energii, ale ta ścieżka jest dosyć długa, bo muszą się rozwinąć technologie, głównie magazynowania energii.

A jeśli chodzi o możliwości wynikające z położenia geograficznego? W Małopolsce mamy największe źródła jeśli chodzi o geotermię. Wspomniał Pan Profesor o Podkarpaciu i o Wybrzeżu, gdzie można by się posiłkować energią wiatrową. W takim razie co zrobić w centralnej Polsce, w której słońca jest mniej więcej tyle samo co w innych częściach kraju, wiatry wieją, albo nie, a perspektyw na rozwój geotermii raczej nie ma? Co w takiej sytuacji?

Z tego co wiem, źródła geotermalne nie mają takiej mocy, żeby mogły dostarczać jakieś istotne ilości energii do zasilania. Po pierwsze to są drogie źródła, potrzeba wiercić otwory, które mają 3 kilometry. To są naprawdę duże pieniądze. Temperatury jakie mamy w Polsce nie są wysokie.

Problemem, jak już było wspomniane wcześniej jest kwestia ochrony jakości powietrza i zastępowanie klasycznych źródeł głównie węglowych innymi. Mówi się o gazie, o dosyć dużym wykorzystaniu biomasy, tylko to też jest kwestia odpowiedniego spalania w odpowiednich do tego celu instalacjach. Pojawiają się także technologie takie jak np. powietrzne pompy ciepła. Mogą one pracować do nawet -15 stopni i taka pompa potrafi ogrzać dom, wykorzystując klasyczne, centralne ogrzewanie jako źródło do grzania. Jeżeli są temperatury rzędu kilku stopni poniżej zera, to taka pompa ciepła jest w stanie ogrzać budynek, dom jednorodzinny. To jest technologia, która może w przyszłości się rozwijać. Jak na razie nie zdobywa ona zbyt dużego udziału w rynku, ponieważ jest droga.

You must be logged in to post a comment Login

Komentarz